Drukowanie

Wylewanie żali mych na blogu!

Ostatnio nastała moda na bycie fajnym.

Trzeba chodzić w ładne miejsca, pokazywać się w ładnych ubraniach, tylko z ładnymi ludźmi.
Trzeba pić kawę ze Starbacksa za 30 złotych (która nota bene wcale nie jest dobra gdy się nie pija kawy jak ja!), używać Snapchata i pokazywać, że jest się szczęśliwym. Nawet, jeśli się nie jest a nasze życie staje się po prostu zaprogramowane na byciem kimś ciekawym.
Liczą się lajki na Facebooku i followersi na Instagramie, albo kij wie co jeszcze, bo nigdy nie nadążam tak bardzo za tą modą i długo nie wiedziałam (i w sumie dalej nie wiem) jaki jest ten fenomen pokazywania wszystkiego na Snapchacie, co tak naprawdę mało kogo interesuje.
No bo nie wierzę, że nieostre, ciemne i mało wyraźne zdjęcia gdy pijesz jakieś drogie piwo nad Wisłą jest czymś ciekawym dla świata. Albo przynajmniej dla mnie.
Oczywiście zdarzają się wyjątki – bo nie ukrywam, że lubię przeglądać ładne zdjęcia i w tym pomocne są moje ulubione #hashtagi. Ale te mniej ciekawe, a wręcz nienadające się do publikacji zdjęcia omijam szerokim łukiem.

Era blogowania o niczym konkretnym, modowe inspiracje i stylizacje wrzucane na siłę, by tylko czerpać korzyści na blogowaniu (rozumowanie w stylu: a nóż widelec jakaś mniej lub bardziej znana firma wyślę jakiś ciuszek za darmo) wyrastają jak grzyby po deszczu. Więc pewnie nasuwa się Wam pytanie, po co moje misiowelove? Ano, na przekór tej teorii! Bo można być sobą, czuć się szczęśliwym i wcale nie wydawać na to milionów, których się nie ma!  Na przekór sobie – by móc pisać o czym chcę, kiedy chcę i jak chcę. By nauczyć się kreatywnego podejścia do życia, spełnić w końcu jakąś pozycję z mojej małej listy marzeń, która jest ukryta w zakamarkach mojego ulubionego folderu na pulpicie o nazwie „ulpit” (dla wyjaśnienia: jestem bałaganiarą, więc folder „pulpit” był już zajęty!). By mieć miejsce, w którym będę tylko ja i moje ulubione rzeczy zebrane w jednym miejscu. No i najważniejsze… bo zawsze chciałam być blogerem, ale nigdy nie wiedziałam jak się za to zabrać.

Dlaczego misiowelove? Ano z dwóch powodów.

Pierwszy – bo lubię miodek (szczególnie tenz malinami, mniaaam!).

Drugi – bo kocham pewnego misia od paru dobrych lat i chciałam by on też był trochę moją inspiracją tutaj.

Ale ja zawsze zaczynam od końca. Pożalić się miałam później, że nie rozumiem i nie umiem być fajna w social mediach. A na początku miałam się przedstawić.

A więc (wiem, że nie zaczyna się zdania od „A więc…” ale lubię!) jestem Kasia i będę tu czasem marudzić. A jeśli chcecie mnie trochę poznać, zerknijcie na stronę o mnie lub napiszcie coś na mejla – będzie mi bardzo miło!

podpis
  • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

    Zdaję sobie sprawę, że bycie sobą bywa trudne, ale ważne by robić co się chce i co się czuje:) I tego Ci życzę;)

    • http://misiowelove.pl Kasia misiowelove.pl

      Dokładnie! Chęć robienia tego czego się pragnie jest najważniejsze, nie lubię osób, które próbują się ograniczać bo np. tak nie wypada :)